Życie nie musi być szare i smutne - wystarczy mieć pasje! Moje to: rękodzieło, ogród, podróże. Nie znam pojęcia nuda, moje ręce są ciągle zajęte ... jeśli coś Ci się podoba, napisz do mnie: anian1212@gmail.com
O autorze
niedziela, 21 sierpnia 2011
Suszenie roślin

Gdy jest piękna, słoneczna pogoda wyruszam na roślinne łowy... Moim terenem łowieckim jest nie tylko przydomowy ogród... - na zdjęciu pięknie wybarwiająca się trawa Red Baron...

ale również warzywnik, jezioro, las  czy nadrzeczna łąka...

Potem rozkładam swoje zdobycze i w zależności od tego do czego mają być wykorzystane w różny sposób suszę...

Ważne jest, by pamiętać o podstawowej zasadzie - jeżeli chcemy zachować barwę kwiatów, czy traw należy je suszyć w ciemności, dlatego nawłoć, niektóre  trawy i inne rośliny powiązałam w mniejsze pęczki i zawiesiłam na ciemnym strychu...

Pęczek żubrówki, ze względu na zapach, powiesiłam w miejscu często uczęszczanym...

Płatki kwiatów i mniejsze rośliny umieściłam między gazetami i obciążyłam książkami...

Metodą, którą często wykorzystuję i uważam, że jest najlepsza dla zachowania barwy, a przede wszystkim najszybsza, jest prasowanie roślin... Układam płatki, listki, czy co tam mi potrzeba, między białymi, papierowymi serwetkami i prasuję... efekt prawie natychmiastowy.

 

Będąc na "łowach" zbieram też ciekawe strączki i nasiona... tu akurat przyniosłam parę strączków  Karagany syberyjskiej i nasiona jednorocznej trawy - Łzawicy, zwanej też Łzami Hioba - z dojrzałych nasion można robić różańce, korale, lub wykorzystywać do suchych kompozycji...

Innego traktowania wymagają rozchodniki i hortensje. Moja hortensja niestety w tym roku popisała się tylko jednym kwiatostanem... wszystko przez majowe przymrozki!

Te rośliny wkładam do wazonu z ok. 5-cio centymetrową warstwą wody - będą stopniowo zasychały...

Zaletą tego typu suszenia jest to, że cały czas można delektować się ich pięknem...

Na koniec pokażę parę wcześniej zrobionych, baaaardzo minimalistycznych wianków, ale takie też mi się podobają :)

Dziękuję za wszystkie miłe komentarze i życzę słonecznej niedzieli:)

 

sobota, 20 sierpnia 2011
Następna odsłona Irysa

Dyscyplina czasowa przyniosła oczekiwane efekty - Irysa przybywa...

Jako przerywnik wyszyłam parę innych hafcików, dla jednego znalazłam już zastosowanie, dla drugiego, a właściwie powstaje jeszcze trzeci, też na pewno znajdę.

 

piątek, 19 sierpnia 2011
Nareszcie...

Mam w końcu połączenie ze światem!!! Naprawili mi kompa!!! ...Niestety dziś burza za burzą i co  go włączę to zaraz muszę wyłączyć - teraz też spieszę się bo niebo zaczyna mruczeć...

Dziś szybciutko pochwalę się jedną z robótek, a właściwie dwiema, jakie zrobiłam w minionym tygodniu...

Po pierwsze, zachwyciłam się kiedyś szaliczkiem jaki pokazywała Aurelia http://http://myszkaszara.blox.pl/tagi_b/3647/szalik.html

no i oczywiście zaraz złapałam za szydełko... Nie jest on co prawda tak piekny jak Aurelii, ale i tak się cieszę... niestety niezbyt długo, bo już niestety nie mój ci on - zabrała  go córa... Spodobał sie też sąsiadce, a że dziewczyna jest w ciąży to nijak nie mogłam odmówić...rozumiecie, prawda?

Robienie zdjęć w dalszym ciągu nie jest moja mocną stroną, więc już z góry przepraszam za ich jakość:)

 Po drugie - dawno już miałam ochotę dziergnąć sobie jakieś mitenki - wpadł mi w oko opis wykonania na blogu Evy http://http://evaceg.blogspot.com/2008/01/mitenki-opis-wykonania.html 

Oczywiście nigdy nie trzymam się dokładnie opisu, zawsze coś dołożę, zmienię, ale mitenki wyszły... Niestety, ta sama bajka - nie pomogło nawet pomalowanie paznokci pod kolor ...... już powiększyły garderobę córci...

Włóczka Peonia - 100% akrylu

Szydełko 3,25

Na szaliczek i mitenki wykorzystałam niecałe 100g, zostało chyba na jeszcze jedne mitenki.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Złośliwość rzeczy martwych

Niestety mam awarię komputera, nie wiem czy i kiedy zostanie naprawiony, dlatego przepraszam, że tu taka cisza...

Dziękuję za miłe komentarze i mam nadzieję że nie zapomnicie o mnie. Buziaczki dla Wszystkich Odwiedzających:)

16:36, nawanna
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 08 sierpnia 2011
Miłe odwiedziny

W niedzielę odwiedziła mnie koleżanka z mężem. Obie mamy te same zainteresowania - kochamy ogród i rękodzieło. Do niedawna znałyśmy się tylko wirtualnie, ale po pierwszym spotkaniu wiedziałyśmy że to nie będzie ostatnie, dlatego z niecierpliwością czekałam na te odwiedziny. By zrobić jej miłą niespodziankę wydziergałam taki komplecik biżuterii...

Dołożyłam też wcześniej ufilcowany wisior, pasek - może spełniać różne funkcje...

Brydzia również o mnie myślała i oprócz całego bagażnika roślin (szczególnie moich ukochanych żurawek), przywiozła mi taką cudną, własnoręcznie wykonaną  buteleczkę ... chyba na moje nalewki. Pięknista, prawda?

Brydziu, Bolku - wielkie buziaki:)

środa, 03 sierpnia 2011
Czerwone korale, czerwone niczym...

Ostatnio jestem strasznie zajęta - przetwory, ogród, a w dodatku jeszcze remonty, ale dzień bez robotki byłby dla mnie dniem straconym. W ramach odpoczynku od haftowania na tej okropnej czarnej kanwie, złapałam za koraliki i szydełko - i proszę, wyszły takie  czerwone korale...

Drewniane kule - wielkość 2cm i 1 cm, czarny kordonek. Obwód korali - 0k. 70cm, dł. kolczyka ok. 9cm.

poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Filcowane broszki

Lubię się uczyć nowych technik... Jakiś czas temu zafascynowało mnie filcowanie - zarówno na sucho jak i na mokroKorale i bransoletkę już pokazywałam, dziś pochwalę się broszkami...

niedziela, 31 lipca 2011
Nigdy więcej...

...czarnej kanwy!!! Wrrr...zabójstwo dla oczu!!!

Jakiś czas temu dostałam zamówienie na wyhaftowanie takiego obrazu...

Szybko przycięłam kanwę, przygotowałam muliny, naciągnęłam na tamborek i... po paru krzyżykach miałam serdecznie dość!!! Wrrr... Po jakimś czasie doszłam do tego, by haftować z rozłożonym na kolanach białym prześcieradłem, no i przede wszystkim przy dziennym świetle, a najlepiej w ogrodzie... tylko jak tu przy takiej pogodzie?!

Zamówienie jednak musi być zrealizowane, dlatego wprowadziłam sobie dyscyplinę - codziennie przynajmniej godzina! Na razie trzymam się dzielnie i mam już tyle...

czwartek, 28 lipca 2011
Kapciuchy

Od dawna chodził za mną pomysł zrobienia włóczkowych kapci...niestety, nie wiedziałam jak się za to zabrać. Dawniej robiła takie babcia, mama, ale...babci już nie ma, a mama twierdzi, że nie pamięta. Pewnego razu, gdy jak zwykle buszowałam  na blogach robótkowych  - eureka!!!...znalazłam!!! W dodatku dla mnie - laika zrozumiały opis ze zdjęciami, zresztą zobaczcie sami TUTAJ
Oczywiście zaraz sięgnęłam po druty i taaadam...są! Oczywiście dalekie od pierwowzoru, nie zrobiłam też szydełkowego brzegu, ale są! Na pewno będą następne...

Tagi: kapcie
20:08, nawanna , Druty
Link Komentarze (3) »
środa, 27 lipca 2011
W czasie deszczu...

Może w czasie deszczu dzieci się nudzą, ale ja nie... mogę nawet powiedzieć, że o ile nie muszę nigdzie wychodzić, taka pogoda mi odpowiada.

Już jakiś czas temu podjęłam się wykonania upominku dla koleżanki...wczoraj skończyłam, dziś wysłałam - mam nadzieję że jej się spodoba.

Szal zrobiłam wg. łatwego wzoru znalezionego gdzieś w sieci. Ma 60cm szerokości, 240cm długości.

Wykorzystałam na niego ok. 130g Agory Batik (50% moheru, 50%akrylu)

Z drugiego motka zostało mi tyle...

Do szala dorobiłam bukiecik

Będę niecierpliwie czekała czy Jej się spodobało:)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7